poniedziałek, 19 marca 2012

Film "John Carter"

Bohater wojny secesyjnej, kawalerzysta John Carter stracił rodzinę. Od tej pory jego jedynym celem stało się poszukiwanie złota, zaś sam były żołnierz obiecał sobie nigdy nie stawać "po czyjejś stronie" w walce. Chciał żyć sam dla siebie. Jednak jak to zwykle bywa, złośliwy los wrzucił go w nową, niespotykaną sytuację. W jaskini pełnej złota coś przenosi Johna na zupełnie inną planetę - Marsa.

Nie jest to stricte recenzja, ale luźne wrażenia z filmu :) Produkcja pochodzi z disneyowskiej skarbnicy i jest oparta na książkach tego samego pana, który podał nam kiedyś Tarzana. John Carter, bohater przygód na Marsie, jest starszy wiekiem od Conana i Gwiezdnych Wojen, do których nieustannie się porównuje jego historię oglądając film. Nic dziwnego - przez to, że ekranizacja jest świeża, nie sposób uniknąć wrażenia deja vu. I w sumie można to poprzeć paroma spostrzeżeniami, bo o ile historia Johna jest stareńka, to sposób przedstawienia jest odgrzewanym kotletem. Nie da się nie wybałuszyć oczu np. na scenę walki na Arenie, która jest tak wizualnie podobna do tej z Gwiezdnych Wojen: Ataku Klonów, że rzecz staje się groteskowa.. Podobnie niektóre stworzone przez grafików stworki, również są budową niesamowicie podobne do Lucasowskich kreatur. Tharkowie wyglądają jak klonerzy z Kamino, a "piesek" Soli wygląda jak miniatura potwora z areny z Ataku Klonów, tylko z nowymi teksturami... Ogólnie rzecz ujmując skojarzeń jest bardzo dużo, ale nie powiem, żeby było to wizualnie przykre :) Film zakwalifikowałabym raczej dla młodszego odbiorcy, bo jest niesamowicie przewidywalny, prosty i oczywisty. Mnie oglądało się go całkiem dobrze, ponieważ jest po prostu ładny - ładnie zrobione machiny, efekty itd. Kiedy przełknie się już dozę infantylności, przy oglądaniu można się naprawdę dobrze bawić. Jak to zwykle bywa w podobnych produkcjach, jest bardzo epicko i spektakularnie, choć właśnie w tej całej spektakularności brakuje elementu zaskoczenia. Warto spojrzeć na tę pozycję jako na kawałek kolejnej disneyowskiej bajki, tylko w odrobinę dojrzalszym wydaniu, ale równie przyjemny i odprężający jak inne produkcje z tej wytwórni.
Polecam dla nieczepiających się i pragnących chwili relaksu!

Dla zainteresowanych trailer:


A oto odtwórcy głównych ról:
 Taylor Kitsh


 Lynn Collins



5 komentarzy:

  1. Nie miałam zamiaru oglądać, ale jeśli nie będzie nic innego...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie ten film w ogóle nie pociąga, nie planuję tracić czasu na jego oglądanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tez tak mówiłem, jednak wybralem sie do kina i... miłe zaskoczenie !! Szukam ksiazki , bo chce juz wiedziec co dalej ...

    OdpowiedzUsuń