Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rebis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rebis. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 października 2013

"Pierwsza Spowiedniczka" Terry Goodkind cykl "Miecz Prawdy"

Wydawnictwo: rebis
Cykl: Miecz Prawdy
Część cyklu: prequel
Najniższa cena: 26,11 zł (taniaksiazka.pl)
Liczba stron: 424
Czy polecam: Raczej tak


Gatunek high fantasy celuje w konkretnych odbiorców, w których grono niektórym bardzo trudno wejść. W końcu ile można czytać o wojnach magów, przygodach o elfach/smokach/rycerzach, w patetycznym sosie z dodatkiem czarno-białego podziału na dobro i zło? O panu Terrym można powiedzieć, że postanowił stworzyć coś równie klasycznego, ale pomalowanego własnymi barwami wyobraźni, wciągającego Czytelnika w długą serię pełną przygód, magii i miecza.

O fabule powiem krótko, bowiem odkrywanie jej sprawia najwięcej radości podczas tej lektury. Na pierwszych stronach spotykamy Magdę, wdowę po pierwszym magu, który zginął śmiercią samobójczą. Kobieta pochodzi z niskich kręgów, jest istotą wyjątkowo empatyczną o silnym kręgosłupie moralnym,  z głową pełną intensywnych emocji i niecodziennych przemyśleń. Brak męża u boku degraduje ją w hierarchii kraju - kobieta nie może już walczyć o prawa dla pomniejszych, pomijanych zwykle istot, nie też szans zabrać głosu, gdy rozpoczyna się seria tajemniczych morderstw w Wieży. Tym czasem do krainy zawitali
Nawiedzający Sny, istoty zdolne do zniszczenia ciała i umysłu każdego za pomocą potężnej magii związanej z telepatią. Kobieta świadoma tego zagrożenia ściera się z niewiarą otoczenia, korupcją, kłamstwami i własnymi emocjami, które ściągają ją w mroczne zakątki własnego umysłu.

W teorii nie ma tu niczego, co mogłoby poruszyć niebo i ziemię. Lecz jeśli chodzi o to, co poruszyło mnie osobiście, to umiejętne wprowadzenie świata mroku do realiów high fantasy, które bywają przesycone zwyczajnością. Podążając za myślą Goodkinda, napotkamy wiele stworów, które wywołają obrzydzenie i niepokój jednocześnie, zwracając opowieść ku czemuś, co nazwać można pochodną horroru. Zetkniemy się z realistyczną rozpaczą głównej bohaterki, która zmuszona jest uczestniczyć biernie w cierpieniu osób jej bliskich. Wreszcie chcąc nie chcąc, zostaniemy świadkami scen, które nadawałyby się doskonale do scenariusza gier/filmów takich jak Silent Hill. Gdzie tu więc klasyczna fantastyka? W magii oczywiście oraz świecie obfitującym w istoty nie z tej ziemi i niepoznane moce. 

Jeśli o magię chodzi, w tym przypadku trzeba poświęcić jej parę słów. Autor stworzył coś, co wykracza poza schemat "i wtedy George rzucił kulę ognistą...". Jego pomysł na magię, to zwarta struktura o matematycznej logice, rządząca się konkretnymi prawami. Jej zrozumienie wymaga skupienia i przemyślenia, co zmienia też spojrzenie na magów w fantastyce - tutaj to nie tylko istoty o szczególnych talentach nadanych z urodzenia, ale też mistrzowie umysłu. Nareszcie doczekałam się pozycji, w której owa sławetna "mądrość magów" to nie tylko pusty termin, ale coś potwierdzonego przez fabułę i strukturę świata przedstawionego. Wielki plus dla pisarza.

Ciekawym zabiegiem jest też prowadzenie opowieści. W tradycyjnych książkach tego gatunku to narrator wszechwiedzący przedstawia nam świat, bywa że pierwszoosobowy. Goodkind nie zrezygnował z tej tradycji, lecz narrator ten w tym przypadku jest tylko pewnym mniej istotnym tłem. Mniej istotnym od dialogów, bo to z nich dowiemy się wiele o historii świata, bohaterów, poznamy ich poglądy i emocje. Rozmowy pomiędzy postaciami ciągną się przez rozdziały, uwaga - zupełnie nie zanudzając. 

Jak każda niezła pozycja, tak i Pierwsza Spowiedniczka ma swoje wady. Pierwszą z nich jest nieciekawe tłumaczenie, które wciska do książki terminy niepasujące zupełnie do uniwersum. Chociażby to, że bohaterka robi coś niekiedy "chybcikiem"... W dodatku tłumacz w tym przypadku był niekonsekwentny, więc powstał zlepek określeń konwencjonalnych i karykaturalnych. Co do błędów samego autora, zaliczyłabym do nich przede wszystkim powtarzanie się we wnioskach czy opisach emocji. Bywa, iż dowiadujemy się trzykrotnie przechodząc przez parę stron, że Magda nie mogła czegoś znieść. Albo że coś było tak straszne. To było dla niej straszne. To co się wydarzyło, naprawdę ją przestraszyło. I tak dalej...
Na ostatku zarzucić tutaj można ów czarno-biały podział nieuwzględniający szarości - osobowości, emocje, poglądy, wszystkie one są klarownie jednostronne, co kreuje nieco sztuczną atmosferę.

Koniec końców - lektura "Pierwszej Spowiedniczki" była jednak przyjemnością i pozwoliła na spędzenie kilku miłych letnich wieczorów. To jedna z tych pozycji, która często woła w głowie Czytelnika "przeczytaj mnie" i przyciąga do siebie na długą chwilę. Zapewne znajdą się i tacy, którzy utną sobie przy niej drzemkę i odłożą ją na półkę, gdzie pokryje się kurzem, ale jeśli tylko przepada się za tego typu fantastyką, lektura naprawdę powinna być miłym przeżyciem. Z czystym sumieniem polecam tę książkę wszystkim sympatykom opowieści o magii, mieczu, wielkich bohaterach i niezwykłych wojnach :)

środa, 25 stycznia 2012

"Miecze i mroczna magia" Glen Cook, Michael Moorcock i wielu innych




Wydawnictwo:  Rebis
Liczba stron: 525
Rok wydania: 2011
Ocena: 8/10
Cena sugerowana: 49,90



Opowiadania mają to do siebie, że są niezwykle krótkie, ale w tej niewielkiej formie zawiera się odrębny świat z wyjątkowymi bohaterami i ich historią opowiedzianą krótko, lecz bardzo treściwie. Mając do czynienia z tym zbiorem oczekiwałam właśnie niezwykłych światów, przejmujących losów i barwności zamkniętej na kilkunastu stronach każdego z opowiadań. Tym bardziej, że nie mamy do czynienia ze zwykłym zbiorem, tylko z czymś ściśle umiejscowionym tematycznie w świecie mrocznej magii i miecza, napisanym przez najlepszych, jak głosi przedmowa. Listę autorów można znaleźć tutaj. Jak widać - lista imponująco długa.

Właściwie można powiedzieć, że moje oczekiwania zostały spełnione. Jednak przy takiej ilości różnych autorów trudno ocenić ich zbiorowo. Jest ich siedemnastu i wszyscy są pisarzami anglojęzycznymi, mają swój odrębny styl i sposób tworzenia postaci. Sporą trudnością przy czytaniu jest to, że wszystkie teksty są osadzone w świecie magii i miecza, lecz dotyczą zupełnie innych światów i osób, co po kilku kolejnych opowiadaniach sprawia wrażenie zlewania się w jedno. Osobami, które wybiły się z tego ogólnego obrazu epickości i jednolitości byli dla mnie Moorcock, Silverberg, Scott Lynch, Joe Abercrombie i Tanith Lee. Szczególne wrażenie zrobił na mnie pierwszy z wymienionych, który jest jedną z ważniejszych osób dla literatury z realiów magii i miecza. Dzięki takim skrawkom pisarstwa zamorskich twórców możemy się dowiedzieć, ile tracimy w Polsce, gdzie spora ich powieści nie jest wydawana. Pomijam Glena Cooka, którego opowiadanie o Czarnej Kompanii srodze mnie zawiodło i właściwie wydało mi się jednym z mniej ciekawych.

Mimo wielkiego "miszmaszu" jaki funduje nam lektura, nie sposób nie zgodzić się z jednym - jest to literatura fantastyczna świetnego języka i umiejętnego prowadzenia opowieści. Nastawiona jest na różne gusta, od tych kochających epickość do granic (gdzie czaszka rozpryskuje się od grotu strzały..w opowiadaniu Eriksona), do tych, którzy lubią niejasne zakończenia i ciężką, realistyczną atmosferę. Cała książka to galeria osobliwości i można w niej znaleźć prawdziwe perły i oryginalne pomysły na fantastykę. To wszystko opakowane jest w cechy odłamu gatunku, jak dosadne opisy i niekiedy brutalność - w końcu to wszystko to spadkobiercy Conana Barbarzyńcy.

Minusy są spowodowane ogólnym wrażeniem pozostawionym przez książkę. Świetne teksty przeplatają się z gorszymi, a niektóre opowieści ulatują z głowy już po rozpoczęciu tekstu kolejnego autora. Plusy, jakich dostarczają Moorcock czy Lynch są czasami przyćmiewane przez uczucie pomieszania światów i historii. Trzeba przyznać, że w tym uniwersum o oryginalność należy walczyć jak lew, ponieważ jest sporo powtarzających się wzorców bohaterów i niekiedy epickość wypacza do śmieszności prawa fizyki - moim mistrzem w tej dziedzinie był Erikson z rozpryskującymi się czaszkami, i zabijaniem trzech potworów jedną strzałą. Co kto lubi.

Końcowa ocena jest wysoka z uwagi na dużą wartość sporej części opowiadań i możliwość poznania autorów, o których u nas głucho, a których naprawdę warto znać. Właściwie trzeba znać, jeśli ktoś chce się legitymować jako znawca gatunku. Towarzystwo popisujące się w "Mieczach i mrocznej magii" swoimi opowiadaniami jest doborowe w morzu fantastyki ostatnio zapchanej wampiriadą i płytkimi bohaterami dla nastolatków. Prawie każde z opowiadań jest warte trzech Trudi Canavan i dwóch Paolinich. Polecam fanom epickości, ale też dark fantasy w dobrym wydaniu.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu


sobota, 12 listopada 2011

"Lot nocnych jastrzębi"

Konklawe Cieni musi zebrać się po raz kolejny, by zaradzić nadciągającym problemom. Pojawiają się dowody na nadejście niewyobrażalnego zła z innego, nieznanego dotychczas magom wymiaru - groźnej armii Dasatich. W cesarstwie Keshu chodzą słuchy o zabójstwach, które najprawdopodobniej mają związek z powrotem tajemniczej Gildii Śmierci - Nocnych Jastrzębi. Magowie Konklawe dochodzą do wniosku, że stoi za tym ich dawny wróg, który doprowadzał już do masakr i tragicznych wydarzeń - wrogi magik, Leso Varen.
Tymczasem pod opiekę syna Puga, przewodniczącego Konklawe, trafia dwóch poczciwych wyrostków, którzy nie mogli znaleźć sobie miejsca w świecie. Bieg wydarzeń sprawia, że zamiast terminować u kowali czy bednarzy, stają się pomocnikami magów Konklawe Cieni.

Wszystko zaczyna się pompatycznie, schematycznie i bez zaskoczenia. Mamy dwie osoby, które z nikogo przeskoczyły do rangi pomocników wielkich magów, jak zwykle drogą przypadku, wyszkoleni przez wykwalifikowanych mistrzów. Mamy strony dobrą i złą, a świat jest jednoznaczny, czarno-biały do przesady. Szlachetne Konklawe Cieni, w którym zasiadają sami szlachetni ludzie o szlachetnych usposobieniach i złego Leso Varena i Gildię, który posługuje się złą do cna magią i jest zły. Tak można skwitować konflikt przedstawiony w książce Feista, posługując się pewnym skrótem.

Nie można powiedzieć, że Feist nie umie pisać, bo sama historia nie jest zła, aczkolwiek za adresata postawiłabym tutaj osoby czytające książki Trudi Canavan czy Paoliniego, z tą różnicą że Feist jest jednak trzy razy lepszy. Wszystko odbywa się bardzo klasycznie - magia, wojownicy, od zera do bohatera i mamy też akcent polityki dynastycznej. Feist zawarł również wiele pytań i zagadek, ale niestety źle podane, zupełnie nie intrygują i nie podnoszą ciśnienia czytającemu. Jest tak między innymi dlatego, że bohaterowie poza jednym (magiem Nakorem) są nijacy, nie mają wyjątkowych cech, a ich charaktery są oczywiste. Trudno przejmować się losami postaci, która jest szara i znika w morzu podobnych sobie. Konklawe Cieni i ich sprzymierzeńcy są szlachetni do szpiku kości, bezinteresowni i wspaniałomyślni. Odstępstwem od tej reguły jest mag Nakor, którego można nazwać postacią barwną, tajemniczą i mniej jednoznaczną. Nie pojawia się on jednak na tyle często, by przełknąć bezpłciowość całej reszty.

Błędem Feista było zupełne pominięcie wprowadzenia czytelnika w świat Gildii Śmierci. Wiemy jedynie, że takowa istnieje, ma mroczną nazwę i są w niej ludzie ubrani na czarno, którzy oczywiście mają dużo sprytu i kryją się w cieniu nocy (swoją drogą to samo co u Canavan - gildia osiadła w kanałach). Mimo rozwodzenia się bohaterów nad niezwykłymi umiejętnościami morderczymi Nocnych Jastrzębi, zabójcy chętnie i łatwo giną pod mieczami bohaterów "jasnej strony mocy", jeśli już dochodzi do starcia. Ich liczbę zmniejszają również wcześniej wspomniani dwaj chłopcy, którzy w rok nauczyli się jak widać wspaniałego władania mieczem, co pozwala im pokonywać przeciwników od urodzenia, jak wskazują opisy, szkolących się w sztuce zabijania. Takie zagrania pozostawiają niesmak i niedosyt. Nocne Jastrzębie to temat, którym można by przemienić opowieść w mroczną fantasy. Zabójcy Feista to przy tolkienowskich orkach słodkie baranki.

Tak przedstawiają się minusy, aczkolwiek nie każdemu powinny one przeszkadzać. W literaturze fantasy klasyczne dla gatunku powieści oparte na schematach również mają swoją niszę i istnieje na nie zapotrzebowanie. Osadzona w tych ramach książka Feista jest mimo wszystko przyjemną opowieścią o kolejnej walce dobra ze złem w świecie magii i miecza. Skoro świat pokochał Froda i Gandalfa, bez wątpienia może pokochać również Puga oraz chłopców, Zane'a i Tada. Autorowi należy też przyznać ciekawy pomysł z równoległymi wymiarami, których mieszkańcy mogą między nimi podróżować. W tej części wątek Dasatich i podróży między wymiarowej nie był zanadto pociągnięty, co nie oznacza, że nie pojawi się w kolejnych tomach Sagi Wojny Mroku. Zakończenie bowiem miało charakter znaku zapytania i zapowiedzi tomu drugiego.

Osobiście nie będę czekać na kolejne przygody Konklawe Cieni, gdyż to nie moje rewiry fantastyki. Myślę jednak, że Raymond Feist ma swoich odbiorców i znajdzie ich jeszcze więcej, ponieważ kunsztem pisarskim i pomysłem stoi znacznie wyżej od takich autorów jak Trudi Canavan, Christopher Paolini, czy Brent Weeks. Na pewno jest dobrym pisarzem, ale nieuniwersalnym i osobom lubiącym Geralta z Rivii, Mordimera Madderdina i szereg innych charakterystycznych postaci zamieszkujących niebanalne światy, nie polecam. Natomiast reszcie lubującej się zarówno w powyższych jak i w klasycznych obliczach fantastyki, polecam gorąco.

środa, 24 sierpnia 2011

"Wampir Lestat" Anne Rice

Wampir Lestat przebudzony w 1984 roku, a zrodzony w wieku XVIII postanawia opowiedzieć światu swoją historię, a także historię swego gatunku w autobiografii. Ujawnianie swojego imienia, imion swoich pobratymców i prawdy o wampirach jest zabronione. Mimo to, Lestat ochoczo spisuje swoje życie od śmiertelnika po silnego, starszego wampira.

Od razu można się zorientować, że nie jest to książka dla nastolatek zakochanych w miłych wampirkach z powieści Stephenie Meyer. W tej powieści wampiry są prawdziwe, straszne, są stałym złem tego świata. Anne Rice z umiejętnością przedstawia konflikty moralne podłego gatunku, jego słabości, a także nikczemność. Między kartami poznajemy też historię wampira Armanda i wampira Mariusa żyjącego już tysiąc osiemset lat.
W głównej mierze powieść składa się z refleksji i osobistych konfliktów wewnętrznych i zewnętrznych tytułowego Lestata, który jako wampir, zadaje sobie wiele pytań i rodzi się w nim wiele rozterek - dlaczego wampiry istnieją, jak powstały, czemu ma to służyć, jak wampir może pozbyć się swojej samotności? Wszystko to przesiąknięte jest filozofią, a wiele pytań bohatera można odnieść do współczesności, mogą to być przemyślenia zwykłego człowieka. Bohaterowie Rice to wielkie indywidualności o unikalnych cechach charakteru. Sama postać Lestata jest zarysowana niesamowicie wyraźnie i można rozrysować jego dokładny portret psychologiczny. Podobnie jest z innymi bohaterami, z którymi spotykamy się w książce na dłużej.

Fabuła nie jest przesycona akcją, typowo strasznych czy demonicznych scen w obrębie ponad sześciuset stron nie ma wiele, ale jeśli już się pojawiają, bardzo oddziałują na wyobraźnię, są wyraziste. Małym mankamentem jest to, że tej akcji faktycznie trochę brakuje. Szkoda, bo widać, że autorka potrafi opisywać intensywne przeżycia i wydarzenia. Lestat podróżuje, zmienia otoczenie, ale autorka skupia się głównie na jego przemyśleniach bądź wspomnieniach i zwyczajach istot, które spotyka. To on jest tu najważniejszy i to co dzieje się w nim, inne wydarzenia są przesunięte na nieco dalszy plan.
Mimo tego, przy Lestacie nie można się nudzić. Jego postać jest tak intensywna, charakterystyczna i wyrazista, że od pierwszych stron zaczynamy się z nim utożsamiać i przeżywać. Wampir, mimo, że posiada pewną wrażliwość na piękno, jest w istocie potworem. Myślę, że to wspaniała lektura dla osób zdegustowanych uroczymi stworzonkami Meyer. Przy okazji książka nie jest zwykłą historyjką, ale zawiera wiele zagadnień ukrytych między wierszami.

Dam Lestatowi 9/10 . Korekta była dość sprawna, choć można uświadczyć kilka literówek. Nie mniej jednak otrzymałam wspaniałą opowieść o wampirach nie tchnącą nudą, różem i cukierkowością. Postać Lestata jest na swój sposób tragiczna, niezwykła, warta poznania. Życzyłabym innym pisarzom podobnej umiejętności rysowania charakterów bohaterom.