Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa fantastyka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 lutego 2012

"Nieśmiertelność zabije nas wszystkich" Drew Magary

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 463
Cena sugerowana: 42zł
Ocena: 8/10


Postęp jest nieuchronnym zjawiskiem w naszych czasach. Każda młoda osoba zapewne zastanawia się już dzisiaj, co zmieni się przez następne kilkadziesiąt lat i jak bardzo technologicznie, a co za tym idzie jakościowo będzie wyglądało nasze życie. Drew Magary stworzył alternatywną wersję takiej przyszłości, z jednym, bardzo istotnym dodatkiem - w tej przyszłości istnieje lekarstwo na śmiertelność. 

John Farell zażywa lekarstwo w 2019 roku, kiedy objęte jest jeszcze prohibicją. Odnajduje działającego nielegalnie lekarza, którzy ma zapewnić kurację również jego przyjaciółce Katy. W czasie kiedy mężczyzna czeka na dziewczynę pod budynkiem, w którym ma odbyć się zastrzyk nieśmiertelności, wieżowiec nagle wybucha, grzebiąc pod gruzami lekarza oraz Katy. I tak zaczynają się "szczęśliwe" lata nieśmiertelności Johna.

Pisarz wstrząsa czytelnikiem od samego początku. Na pytanie "co by było gdyby?" odpowiada w sposób druzgocząco realistyczny i prawdopodobny, rozrysowując wizję świata, w którym ludności stale przybywa, giną wszelkie wartości związane ze śmiertelnością, a nad planetą zaczyna wisieć widmo braku pożywienia i wody. Wybuchają konflikty na tle ideologicznym, obumierają stare religie, rośnie liczba przestępstw. Ludzie nie chcą już zawierać trwałych małżeństw, lub zawierają je na kilka lat, a na ciężarne kobiety powoli patrzy się wilkiem. W tym wszystkim próbuje odnaleźć się John, który jest, można powiedzieć, każdym z nas. Prowadzi nas za rękę przez świat zepsucia, ale też przez swoje bardzo osobiste perypetie. Stara się odnaleźć w rzeczywistości, która zupełnie go przytłacza, wciąga, ale jednocześnie nie pozwala zapomnieć o skutkach, które zabierają mu po kolei wszystko, w co wierzył. Pokazuje nam długie, ale okrutne życie, pełne taplania się w masie zdegenerowanej ludzkości, w której on chciałby odnaleźć odrobinę szczęścia.

Świat nieśmiertelności zrobił na mnie duże wrażenie. Jest zobrazowany w książce na tyle wiarygodnie, że trudno nie przyznać pisarzowi racji w wielu kwestiach. Magary opisał głównie wydarzenia w Stanach Zjednoczonych, ale co kilka rozdziałów pojawia się tzw. przegląd prasy, w którym można zauważyć też "newsy" z innych części świata. Autor nie skupił się jedynie na okresie tuż po wynalezieniu cudownego leku. Książka podzielona jest na cztery części - Prohibicję, Upowszechnienie (2029), Nasycenie (2059) i Korektę (2079), co pozwala na szerszą obserwację zmian w życiu Johna. 


Ogólne wrażenie pozostawione przez książkę jest bardzo silne i chodziło za mną cały wczorajszy dzień, dlatego recenzja pojawia się dopiero dziś. Lektura jest dość przygnębiająca, ale wzbudza też wiele żywszych emocji i na pewno skłania do głębszych przemyśleń. Całokształt daje niezwykłe wrażenie, jakby przeczytało się pamiętnik pisany ku przestrodze. Ja osobiście już zdecydowałam, że lekarstwa na śmiertelność z całym przekonaniem bym na Ziemi nie chciała. Polecam gorąco :)

Za książkę bardzo dziękuję panu Marcinowi i wydawnictwu:

poniedziałek, 9 stycznia 2012

"Synowie boga" M.D. Lachlan


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 579
Rok wydania: 2011
Ocena: 8/10
Cena sugerowana: 42zł

Zwykle książki nas zwodzą - piękną okładką, wybujałymi opisami i świetnym wstępem, który potem okazuje się tylko dobrym intro do słabej historii, a oprawa ostatnim krzykiem desperata o odrobinę uwagi i próbą zarobienia trochę grosza na łatwowiernych czytelnikach. Patrząc na "Synów boga" można myśleć podobnie - epickość bijąca z okładki i początek historii mogą nas zachęcić do takiego myślenia. Nic bardziej mylnego.

Przygodę odbywamy w mroźnej magicznej Norwegii czasów legendarnych. Pan Hordalandu, król Authun, potomek Odyna potrzebuje męskiego dziedzica, którego natura mu niezmiennie odmawia. Wyrusza więc na wyprawę i porywa z chrześcijańskiej kaplicy dwójkę chłopców z matką, w których według czarownic płynie boska moc. Tuż po oddaniu jednego z nich wiedźmom król popada w obłęd.
Wali dorasta wśród podwładnych Authuna, jako syn króla, zaś Feileg zostaje pozostawiony na pastwę wilków i pochłania duszę jednego z nich. Bracia spotykają się dopiero, gdy nieszczęśliwa miłość skłania Waliego do wychylenia nosa spoza ciepłej chaty i przekonania się o krwiożerczości świata mitycznej magii Norwegii.

Lachlan (tak naprawdę Mark Barowcliffe) stworzył świat na pozór schematyczny i zakorzeniony w nieskończonej epickości nordyckiej eddy. Jednak dodał do tego źródła sporo dawki dark fantasy, które ujawnia się dopiero po pewnej części dość opasłej lektury. Świat tętni magią, ale też niezwykłą brutalnością i szybko przychodzi nam się żegnać z niektórymi bohaterami. 
Co do postaci, z początku trochę przeszkadza to, że nie widać mocnego zarysu charakterów. Wali to młodzieniec, który nie przepada za walką, ale nie brak mu też umiejętności. Marzy o spokojnym życiu przy ukochanej Adisli i nie zgadza się ze swoim książęcym przeznaczeniem. Feileg to po prostu wilk, który zatracił w sobie cząstkę człowieka. Uboga charakterystyka i można poczytać to jako wadę. Łatwo jednak przywiązać się do Waliego, który ukazany jest jako ciepły i oddany przyjaciołom chłopak, posiadający naiwność i wiarę w ludzi charakteryzującą wielu z nas.

Głównym elementem Synów boga nie są sami bohaterowie, a niekończąca się przygoda i epicka legenda, na którą składają się wydarzenia powieści. Elementy zastoju są znikome, sytuacja podlega ciągłym przeobrażeniom i zaskakuje nas nowymi zwrotami akcji. Za wszystkim stoi też wielka tajemnica, której rozwiązanie przychodzi dopiero u kresu książki. Samo zakończenie również nie jest banalne i pasuje dużo bardziej do ponurych legend aniżeli do pompatycznej opowiastki, jaką Synowie boga mogą wydawać się  na początku. Klimat uzupełniają nazwy run oraz cytaty lub parafrazy z nordyckiej eddy poetyckiej, co jest dla mnie dużą zaletą.
Poza niezbyt rozgarniętymi bohaterami za błąd można uznać znudzonego pana od korekty, który pod koniec książki zdawał się przysypiać. Błędów jest kilka, ale dość zaburzających rytm czytania - brak pierwszej litery lub błędny szyk zdania (który na pewno nie jest tutaj zabiegiem stylistycznym...). Pojawia się też smaczek, który nie każdemu może podejść do gustu. W tłumaczeniu, więc mniemam że i w oryginale, pojawia się archaiczne słownictwo. Jesteśmy zasypani przyodziewkami, aliści, azaliż i atoli. Szczególnie te dwa ostatnie powtarzane są wyjątkowo nagminnie, co w pewnym momencie zaczyna irytować i sprawia wrażenie przesadnego próbowania się z archaizmami, szczególnie kiedy można zauważyć w niektórych momentach co drugie zdanie (!) zaczynane od atoli. Przyznam jednak, że w odpowiedniej dawce jest to zaletą i jeszcze bardziej zbliża czytającego do nordyckich legend.

Synowie boga pozostawiają po sobie niezwykłe wrażenie. Wrażenie czytania dawnej legendy o mieczu i magii. Byłam bardzo zadowolona, że przekonałam się do przeczytania jej w całości mimo pobłażliwego traktowania z uwagi na oprawę. Takiego przełknięcia mylnych wrażeń życzę również osobom, które zdecydują się na podróż przez blisko sześćset stron krwawych rozrachunków mitologicznych bogów północy.